-Proszę tylko nie ona!- wykrzyknęłam.
- Spokojnie,to tylko sen. Tylko sen. -
szepnęłam do siebie,po czym sięgnęłam po jedną ze zużytych
chusteczek leżących na półce obok łóżka. Otarłam mokre od
potu czoło. Grzywka zasłaniała mi oczy. Wokół było ciemno.
Spojrzałam na zegarek; 4:07
-Spróbuję zasnąć-mruknęłam do
siebie. Leżałam i rozmyślałam jutrzejszych dożynkach.
-W tym roku na pewno mnie wylosują.-
pomyślałam.-Nie robi mi to różnicy. Nie ma osoby która mnie
kocha.
Matka zmarła kiedy miałam 2 lata.
Została podtopiona w wodzie a następnie podłączona do prądu. A
ojciec? Pieprzony narkoman,nie tata. Rodzeństwo...Miałam kiedyś
siostrę, starszą o 7 lat.. Zmarła 6 lat temu. Byliśmy w naszym
miejscu.. Ja, Tris i Tata siedzieliśmy przy rzece. Było cudownie.
Ptaki ćwierkały tę samą melodię, przyjemną dla uszu. Jerry (
tak miał na imię) wyjął z kieszeni strzykawkę i niewielki
pojemniczek ze smętnym kremowym płynem, ehh miałam 5 lat, nie
wiedziałam co to jest. Napełnił ją ,po czym wstrzyknął w żyły
na zgięciu ręki.
-Co to jest, tatusiu?-zapytałam
-To mi pomaga na ból skarbie.
-Boli cię głowa?
-Nie, pomaga na ból po stracie mamy.
-Aha.- tak naprawdę nie wiedziałam co
do mnie mówi, więc zamiast odpowiedzieć, zaczęłam sączyć sok
porzeczkowy.
-Nie słuchaj go. Jest po prostu
egoistą. Nie wie, że jeśli dalej będzie brał to gówno, to w
końcu nas opuści. - Powiedziała te słowa z ogromną
goryczą.-Ojciec wstał. Był wściekły. Na początku odeszli oboje
bliżej płynącego obok strumyku. Najwidoczniej chcieli, abym nie
widziała zajścia. Później zaczęli dyskutować na temat nałogu
Thomsona. W końcu Tris rzuciła:
-Nienawidzę cię. Nie jesteś ojcem.
Jesteś nieodpowiedzialnym hipokrytą.- miała oczy wypełnione
łzami. A on, pod wypływem działania substancji dał się ponieść
emocjom. Popchnął córkę do strumyka. Tamtego dnia poziom wody był
wysoki, a prąd silny. Próbowała wyjść, ale zaczęła się
krztusić. Zginęła na miejscu.
Kiedy ludzie dowiedzieli się co zrobił
ten psychopata, od razu dali mu najgorszy wyrok. Publicznie znęcali
się nad nim, po czym zastrzelili. Władze znaleźli mi rodzinę
zastępczą.
Mam 4 rodzeństwa. Dwoje w okolicach
mojego wieku i dwoje młodszych. Wszyscy mnie nienawidzą,bo jestem
inna. Czasami się zawieszam i nie reaguję. A kiedy przewracam
kartki ,zamykam się w swoim własnym świecie.. Wszystko dookoła
rozpływa się.
Moje rozmyślania musiały trwać
bardzo długo ,spojrzałam za okno było już jasno. Zarzuciłam na
siebie swój ulubiony, szary sweter. Przejrzałam się w lustrze.
Przeczesałam włosy drewnianym grzebieniem. Jeszcze chwilę
przyglądałam się swojej smukłej sylwetce, krótkim włosom o
białawym kolorze, zatrzymałam się na oczach. Były brązowe i
pełne smutku.
-Jesteś żałosna- mruknęłam do
siebie. Postanowiłam zejść na dół. Schody skrzypiały pod
ciężarem moich stóp. Zatrzymałam się przed wejściem do kuchni.
Było tam znacznie cieplej. Przez moje ciało przebiegł ciepły
dreszcz. Usłyszałam rozmowę mamy z najstarszą córką:
-Zrozum. Ona jest inna niż wszyscy.
Tak nie zachowuje się 17- latka. Czasami nie reaguje kiedy do niej
mówię!
- Za rok wyprowadzi się stąd.
- Wstydzę się jej. Nie lubię kiedy
wykrzykują do mnie na korytarzu: „ Ej to ta co ma siostrę..-
zrobiła ten idiotyczny gest. Podniosła palce i lekko je ugięła,żeby
podkreślić, że nie jestem jej rodziną.- dziwaczkę.
- Wiem córeczko, ale miała trudne
dzieciństwo. - Erica zatrzymała swój słowotok po czym obie
usiadły na kanapie i zaczęły oglądać telewizję.
Cofnęłam się i wbiegłam na górne
piętro gdzie znajdował się mój pokój..właściwie to mieszkałam
na strychu, ale urządzony przeze mnie, nie wyglądał tak źle.
Wzięłam zieloną torebkę i wrzuciłam do niej książkę i połowę
bułki, którą zaczęłam wczoraj jeść na kolację.
Dwa razy w tygodniu biorę astragale-
dodatkową żywność dla rodziny, niestety nic w Panem nie jest za
darmo. Szczególnie jeśli pochodzi z rąk kapitolańczyków.
Dodatkowe jedzenie- dodatkowa kartka w puli. Lecz dzięki nim, mogłam
mieć dach nad głową.
Zbiegłam do drzwi. Słońce raziło
mi w oczy. Dookoła stały szare domy od których gdzieniegdzie
odpadała farba. Zabłocone ulice, dziury w ścianach mieszkań,dachy
zabite deskami. Tak wyglądał Dystrykt 11.
Po paru minutach doszłam do parku. Nie
był zachwycający; zaledwie kilka drzew, krzaki, kwiaty i ławki.
Szukałam jakiejś w cieniu... Nie przepadam za słońcem. Tak! Ta
była idealna!
-Świeżo pomalowana.-przeczytałam na
głos poirytowana.
-Co mi szkodzi, nie sądzę, że ktoś
będzie obserwował mój tyłek. Uznałam, że mogę się ubrudzić
więc usiadłam. Wyjęłam książkę. Stara okładka, poniszczone
kartki, niektóre pooblewane herbatą bądź kawą. Odgięłam róg
i pogrążyłam się w lekturze... Rozdział 8...9...12...,ani się
obejrzałam a była już połowa..czytałabym dalej,gdyby nie fakt,
że czułam na sobie czyjś wzrok. Parę ławek dalej siedział młody
chłopak. Próbowałam nie zwracać na niego uwagi. Było to zadanie
nie do wykonania.Jadł kebaba...nie jadł... pochłaniał. Nadal
wpatrywał się we mnie. W końcu nie wytrzymałam. Zagięłam róg .
Włożyłam książkę do torby i przewiesiłam ją przez ramię.
Stanęłam wkurzona naprzeciw chłopaka i nerwowo zapytałam:
- O co ci do cholery chodzi?!
- Nie rozumiem?- udawał. W jego oczach
było widać triumf. Oczekiwał, że podejdę.
-Dlaczego tak się na mnie gapisz?
- Postanowiłem nie odmawiać sobie
prostych przyjemności. -odparł. Na jego twrzy pojawił się
szeroki, szczery uśmiech.
___________________________________________________
Jest pierwszy rozdział. Moim zdaniem słaby, mam nadzieję, że kolejne będą ciekawsze :)
___________________________________________________
Jest pierwszy rozdział. Moim zdaniem słaby, mam nadzieję, że kolejne będą ciekawsze :)
Jeej. Kocham Igrzyska śmierci, a z Jasiokiem to już wgl. Czekam na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńDziękuję. <3
UsuńTakie komentarze bardzo motywują. Mam większą ochotę pisać, jeśli wiem, że ktoś czyta :)
Błąd rzeczowy- dystryk 11, o ile dobrze pamiętam, zajmował się rolą i ogólnie warzywami i owocami. Był jednym z najbiedniejszych dystryktów, o mocnym rygorze, gdzie wszyscy musieli pracować. Książki były rzadkością. Na narkotyki w 11 nie było stać każdego.
OdpowiedzUsuńOgólnie piszesz okay.
Pozdrawiam,
Ala
Dziękuję. Oczywiście wiem jak wyglądał Dystrykt 11, aczkolwiek w moim opowiadaniu ma inny wygląd po nieudanej rebelii Kotny,bombardowaniu etc. Ogólnie akcja rozgrywa się kilka lat po 'wojnie'. Wnuczka Snow'a przejęła panowanie nad Panem :)
UsuńNo, no... Dobrze trafiła,, pochłaniam ten tekst i idę dalej :)
OdpowiedzUsuńOjej. Jak miło ;")
UsuńSuper rozdział :).
OdpowiedzUsuńDługi i trochę inny niż Igrzyska Śmierci
Dziękuję. :)
UsuńJest inny, bo nie piszę kopii,tylko fanfiction. ;)
Meega *.*
OdpowiedzUsuńDziękuję serdecznie. ❤
Usuń