sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 1

-Proszę tylko nie ona!- wykrzyknęłam.
- Spokojnie,to tylko sen. Tylko sen. - szepnęłam do siebie,po czym sięgnęłam po jedną ze zużytych chusteczek leżących na półce obok łóżka. Otarłam mokre od potu czoło. Grzywka zasłaniała mi oczy. Wokół było ciemno. Spojrzałam na zegarek; 4:07
-Spróbuję zasnąć-mruknęłam do siebie. Leżałam i rozmyślałam jutrzejszych dożynkach.
-W tym roku na pewno mnie wylosują.- pomyślałam.-Nie robi mi to różnicy. Nie ma osoby która mnie kocha.
Matka zmarła kiedy miałam 2 lata. Została podtopiona w wodzie a następnie podłączona do prądu. A ojciec? Pieprzony narkoman,nie tata. Rodzeństwo...Miałam kiedyś siostrę, starszą o 7 lat.. Zmarła 6 lat temu. Byliśmy w naszym miejscu.. Ja, Tris i Tata siedzieliśmy przy rzece. Było cudownie. Ptaki ćwierkały tę samą melodię, przyjemną dla uszu. Jerry ( tak miał na imię) wyjął z kieszeni strzykawkę i niewielki pojemniczek ze smętnym kremowym płynem, ehh miałam 5 lat, nie wiedziałam co to jest. Napełnił ją ,po czym wstrzyknął w żyły na zgięciu ręki.
-Co to jest, tatusiu?-zapytałam
-To mi pomaga na ból skarbie.
-Boli cię głowa?
-Nie, pomaga na ból po stracie mamy.
-Aha.- tak naprawdę nie wiedziałam co do mnie mówi, więc zamiast odpowiedzieć, zaczęłam sączyć sok porzeczkowy.
-Nie słuchaj go. Jest po prostu egoistą. Nie wie, że jeśli dalej będzie brał to gówno, to w końcu nas opuści. - Powiedziała te słowa z ogromną goryczą.-Ojciec wstał. Był wściekły. Na początku odeszli oboje bliżej płynącego obok strumyku. Najwidoczniej chcieli, abym nie widziała zajścia. Później zaczęli dyskutować na temat nałogu Thomsona. W końcu Tris rzuciła:
-Nienawidzę cię. Nie jesteś ojcem. Jesteś nieodpowiedzialnym hipokrytą.- miała oczy wypełnione łzami. A on, pod wypływem działania substancji dał się ponieść emocjom. Popchnął córkę do strumyka. Tamtego dnia poziom wody był wysoki, a prąd silny. Próbowała wyjść, ale zaczęła się krztusić. Zginęła na miejscu.
Kiedy ludzie dowiedzieli się co zrobił ten psychopata, od razu dali mu najgorszy wyrok. Publicznie znęcali się nad nim, po czym zastrzelili. Władze znaleźli mi rodzinę zastępczą.
Mam 4 rodzeństwa. Dwoje w okolicach mojego wieku i dwoje młodszych. Wszyscy mnie nienawidzą,bo jestem inna. Czasami się zawieszam i nie reaguję. A kiedy przewracam kartki ,zamykam się w swoim własnym świecie.. Wszystko dookoła rozpływa się.
Moje rozmyślania musiały trwać bardzo długo ,spojrzałam za okno było już jasno. Zarzuciłam na siebie swój ulubiony, szary sweter. Przejrzałam się w lustrze. Przeczesałam włosy drewnianym grzebieniem. Jeszcze chwilę przyglądałam się swojej smukłej sylwetce, krótkim włosom o białawym kolorze, zatrzymałam się na oczach. Były brązowe i pełne smutku.
-Jesteś żałosna- mruknęłam do siebie. Postanowiłam zejść na dół. Schody skrzypiały pod ciężarem moich stóp. Zatrzymałam się przed wejściem do kuchni. Było tam znacznie cieplej. Przez moje ciało przebiegł ciepły dreszcz. Usłyszałam rozmowę mamy z najstarszą córką:
-Zrozum. Ona jest inna niż wszyscy. Tak nie zachowuje się 17- latka. Czasami nie reaguje kiedy do niej mówię!
- Za rok wyprowadzi się stąd.
- Wstydzę się jej. Nie lubię kiedy wykrzykują do mnie na korytarzu: „ Ej to ta co ma siostrę..- zrobiła ten idiotyczny gest. Podniosła palce i lekko je ugięła,żeby podkreślić, że nie jestem jej rodziną.- dziwaczkę.
- Wiem córeczko, ale miała trudne dzieciństwo. - Erica zatrzymała swój słowotok po czym obie usiadły na kanapie i zaczęły oglądać telewizję.
Cofnęłam się i wbiegłam na górne piętro gdzie znajdował się mój pokój..właściwie to mieszkałam na strychu, ale urządzony przeze mnie, nie wyglądał tak źle. Wzięłam zieloną torebkę i wrzuciłam do niej książkę i połowę bułki, którą zaczęłam wczoraj jeść na kolację.
Dwa razy w tygodniu biorę astragale- dodatkową żywność dla rodziny, niestety nic w Panem nie jest za darmo. Szczególnie jeśli pochodzi z rąk kapitolańczyków. Dodatkowe jedzenie- dodatkowa kartka w puli. Lecz dzięki nim, mogłam mieć dach nad głową.
Zbiegłam do drzwi. Słońce raziło mi w oczy. Dookoła stały szare domy od których gdzieniegdzie odpadała farba. Zabłocone ulice, dziury w ścianach mieszkań,dachy zabite deskami. Tak wyglądał Dystrykt 11.
Po paru minutach doszłam do parku. Nie był zachwycający; zaledwie kilka drzew, krzaki, kwiaty i ławki. Szukałam jakiejś w cieniu... Nie przepadam za słońcem. Tak! Ta była idealna!
-Świeżo pomalowana.-przeczytałam na głos poirytowana.
-Co mi szkodzi, nie sądzę, że ktoś będzie obserwował mój tyłek. Uznałam, że mogę się ubrudzić więc usiadłam. Wyjęłam książkę. Stara okładka, poniszczone kartki, niektóre pooblewane herbatą bądź kawą. Odgięłam róg i pogrążyłam się w lekturze... Rozdział 8...9...12...,ani się obejrzałam a była już połowa..czytałabym dalej,gdyby nie fakt, że czułam na sobie czyjś wzrok. Parę ławek dalej siedział młody chłopak. Próbowałam nie zwracać na niego uwagi. Było to zadanie nie do wykonania.Jadł kebaba...nie jadł... pochłaniał. Nadal wpatrywał się we mnie. W końcu nie wytrzymałam. Zagięłam róg . Włożyłam książkę do torby i przewiesiłam ją przez ramię. Stanęłam wkurzona naprzeciw chłopaka i nerwowo zapytałam:
- O co ci do cholery chodzi?!
- Nie rozumiem?- udawał. W jego oczach było widać triumf. Oczekiwał, że podejdę.
-Dlaczego tak się na mnie gapisz?
- Postanowiłem nie odmawiać sobie prostych przyjemności. -odparł. Na jego twrzy pojawił się szeroki, szczery uśmiech.




___________________________________________________




Jest pierwszy rozdział. Moim zdaniem słaby, mam nadzieję, że kolejne będą ciekawsze :)

10 komentarzy:

  1. Jeej. Kocham Igrzyska śmierci, a z Jasiokiem to już wgl. Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. <3
      Takie komentarze bardzo motywują. Mam większą ochotę pisać, jeśli wiem, że ktoś czyta :)

      Usuń
  2. Błąd rzeczowy- dystryk 11, o ile dobrze pamiętam, zajmował się rolą i ogólnie warzywami i owocami. Był jednym z najbiedniejszych dystryktów, o mocnym rygorze, gdzie wszyscy musieli pracować. Książki były rzadkością. Na narkotyki w 11 nie było stać każdego.
    Ogólnie piszesz okay.
    Pozdrawiam,
    Ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Oczywiście wiem jak wyglądał Dystrykt 11, aczkolwiek w moim opowiadaniu ma inny wygląd po nieudanej rebelii Kotny,bombardowaniu etc. Ogólnie akcja rozgrywa się kilka lat po 'wojnie'. Wnuczka Snow'a przejęła panowanie nad Panem :)

      Usuń
  3. No, no... Dobrze trafiła,, pochłaniam ten tekst i idę dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział :).
    Długi i trochę inny niż Igrzyska Śmierci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Jest inny, bo nie piszę kopii,tylko fanfiction. ;)

      Usuń