niedziela, 22 lutego 2015

Rozdział 3

- Zaimponował mi. - Mam nadzieję, że jeszcze przed igrzyskami zdołam mu podziękować. Podszedł bliżej sceny. Wszedł po stromych schodkach na scenę. Stanął obok dziwnie ubranej kobiety.
- Oto nasi tegoroczni trybuci. - Uniosła wysoki moją dłoń i wykrzyknęła - Annabeth Prior! - Wzięła dłoń chłopaka i zrobiła to samo.- Jan Dąbrowski! Tak więc, pomyślnych igrzysk i niech los zawsze wam sprzyja!- mówiła to co roku,więc jej słowa NIE podniosły mnie na duchu. Po swojej przemowie zaprowadziła nas na zaplecze i powiedziała:
- Pierwszy punkt po wylosowaniu,to zapoznanie się. Ja jestem Effie.- powiedziała niesamowici sztucznie.
- Jasiok.- Oboje spojrzeli na mnie oczekując odpowiedzi. Nie miałam zamiaru nic mówić.
- No dobrze. Za chwilę przyjdzie di was Daymon i powie wam ci dalej. - po wyjściu Effie, Jaś zaczął rozmowę:
- Chyba nie wybierzemy się na kebaba.
- Najwyraźniej- kolejny raz byłam zgryźliwa, ale trudno było to kontrolować. Po paru sekundach pojawił się ubrany na biało mężczyzna.
- Chodźcie ze mną. Teraz pojedziecie do domów. Spakujecie się i pożegnacie z rodzinami. O świcie po was przyjadą inni strażnicy. - Powiedział i ruszył szybkim krokiem w kierunku luksusowego auta. Wsiedliśmy do środka. Żadne z nas nie odezwało się przez całą drogę. Wyszłam jako pierwsza. Zapukałam do drzwi. Otworzyła mi Erica. Rzuciła mi się w ramiona i powiedziała:
- Tak mi przykro. - Brzmiało to bardzo wiarygodnie. Miała łzy w oczach. Gdy weszłam, cała rodzina mnie obściskiwała, całowała i mówiła jak im przykro. Dziwne, że dopiero teraz się mną zainteresowali. Na uboczu stała najmłodsza- Rosie. Podeszłam bliżej i powiedziałam:
- Kochanie, tak bardzo się boję, że cię stracę.
- Kto mi będzie czytał książki? - spytała. Nie wytrzymałam. Rozpłakałam się. Przytuliłam ją mocno i odeszłam do swojego pokoju. Wzięłam leżącą na ziemi torbę i spakowałam do niej to, co zwykle; chusteczki i książkę oraz ołówek z inicjałami: J.M. Podobno należał do mojej mamy. Ale nie byłam pewna, ponieważ nie wiedziałam,jak miała na imię , w każdym razie nazwisko się nie zgadzało. Dalej bym się przyglądała ołówkowi, gdyby nie fakt, iż usłyszałam na dole głęboki, niski głos. Gdy zbiegłam by zobaczyć kto to,  w drzwiach ujrzałam Jaśka.
- Zastałem Annabeth ?
-Zastałeś.- powiedziałam  i uśmiechnęłam się sztucznie.- Chodź na górę. -Poszłam w stronę schodów. Postanowiłam dyskretnie się obejrzeć i zobaczyć czy faktycznie za mną poszedł. Zrobiłam z siebie totalną idiotkę, bo stał tuż za moimi plecami i czekał aż się ruszę. Wszedł do pokoju. Zatrzasnęłam drzwi.
-Siadaj- powiedziałam. Fajnie było czuć, że ktoś cię lubi. Chyba lubi.. Jasiek siedział po turecku na łóżku.
- Spakowana?
-Tak.
- Ja wziąłem tylko bokserki, skarpetki i koszulkę na zmianę.
-Yhym- pomyślałam.
-Masz za nim zamiar usiąść?- zapytał- nie odpowiedziałam. Zdjęłam z szafy ogromne pudełko i postawiłam je z hukiem na ziemię.
- Moje ściany wyglądają strasznie.
-Nie zaprzeczę.- powiedział żartobliwie,po czym wyjął jedną z puszek i uchylił wieko
 zanurzył rękę i opryskał mnie.
Głośno się roześmiałam. Moją twarz pokrywała zielona maź. Wyglądałam jakbym nie zdążyła sięgnąć po chusteczkę.



________________________________________________


Ohh.. Ten rozdział nie zachwyca, wiem, ale to głównie dlatego, że pisałam go jakieś 3, godziny ,po czym skopiowałam i kiedy chciałam wkleić okazało się, że się usunęło. Więc przepraszam za błędy. ;c
Pozdrawiam mordeczki ;*

2 komentarze: